Tomasz Zachara… Pozytywny wariat ;-)…

          Jeden z najbardziej zwariowanych ludzi na tej planecie, jakiego poznałem?               Z pewnością tak! Bardzo pozytywna osoba, ciekawa osobowość i jak na młody wiek poukładany, ale miewający wystrzały, o których nie chcielibyście wiedzieć ;-). Wykorzystuje każdą szansę, jaka pojawi się na jego drodze, żeby tylko móc grać na bębnach i nie robić nic innego. Jest bardzo zdeterminowany w swoim działaniu i nigdy nie odpuszcza. Wszędzie go pełno – w castingach do muzycznych programów i do reklam, w warsztatach, w konkursach perkusyjnych oraz prowadzi lekcje na kanale youtube.

          Pierwszy raz spotkaliśmy się na warsztatach perkusyjnych w Warszawie, które miałem przyjemność poprowadzić 22 lutego 2015 roku, w DrumAcademy.pl, dzięki uprzejmości Agnieszki Trzeszczak. Wtedy zamieniliśmy kilka słów, a dzisiaj jest dla mnie jak młodszy brat, w dodatku bardziej zwariowany ode mnie ;-)…

Kolejny raz mieliśmy przyjemność spotkać się w Jaworkach, gdzie graliśmy, rozmawialiśmy, piliśmy piwo i świetnie się bawiliśmy podczas warsztatów muzycznych. Pamiętam, jak wtedy zadzwonił do niego telefon, że jest casting w Warszawie i szukają perkusisty do reklamy. Od razu powiedział: „Jadę, tylko kurwa jak ;-)”. Powiedziałem wtedy – Stary, weź moje auto i jedź, walcz o marzenia… i pojechał…

          Jest chłopakiem pełnym marzeń i co najważniejsze, nie czeka, aż się spełnią same… nie czeka, aż coś spadnie z nieba… Tylko wstaje rano i do późnych godzin walczy o swoje marzenia – każdego dnia!

 12509137_937886099632039_4628865164711431332_n

Tomasz Zachara, młody, pasjonat perkusji, dla którego bębny to cały świat, mimo że posiada inne możliwości realizowania siebie, ale jednak bębny. Dlaczego?

Byłem na tyle młody, że ciężko znaleźć mi inny powód niż fascynacja. Chodziłem wówczas na zajęcia z pianina. Moja mama zauważyła, że zawsze wychodząc  ze szkoły zaglądałem przez okno do sali perkusyjnej. W końcu zapisała mnie na próbną lekcję, po której było wiadomo, że zmieniam instrument.

Stworzyłeś swój kanał na youtube, który rozwijasz w błyskawicznym tempie. Opowiedz mi o tym programie, skąd taki pomysł i nad czym głównie skupiasz się, promując się w tym programie?

Pomysł narodził się wiele lat temu, brakowało mi jednak odwagi, żeby go zrealizować. Przez wiele lat byłem bardzo zamknięty w sobie, a tworzenie filmików instruktażowych wymaga pewności siebie. Na szczęście na swojej drodze znalazłem wiele osób, dzięki którym spełniłem to marzenie. W ćwiczeniach skupiam się na transkrypcjach znanych perkusistów.  Sądzę, że kolejny kanał na Youtubie pokazujący podstawy takie jak paradiddle byłby zbędny.

Co dotychczas zyskałeś przez promowanie się na kanale youtube?

Ciężko mówić o promocji,  tematyka kanału jest dość niszowa. Rzeczywiście wiele osób o mnie usłyszało dzięki filmikom, wielu też przydały się moje lekcje. Bardzo mi miło, jak ktoś napisze z podziękowaniem lub rozpozna na koncercie, ale nie po to prowadzę swój kanał. Zmusza mnie on do szukania nowego materiału, jego przygotowania – czuję, że się rozwijam. Jeżeli ktoś stanie się dzięki moim filmikom lepszym perkusistą, to będę bardzo szczęśliwy.

11145132_978794325568978_277611690676382121_n

Spotkaliśmy się w zeszłym roku w Muzycznej Owczarni w Jaworkach i przyznam, że warsztaty w twoim towarzystwie, to absolutna przyjemność. Jakie wrażenie wyniosłeś z tych warsztatów, jak się bawiłeś i czego się nauczyłeś?

Z Owczarni jak zwykle wyniosłem bagaż doświadczeń.  Sądzę, że właśnie na tym to polega. Sposób, w jaki gramy, bierze się z głowy, później dopiero jest technika, a na końcu instrument. Jaworki to tydzień spędzony w towarzystwie ludzi pełnych pasji, chętnych do dzielenia się swoim doświadczeniem.  Zawsze wracam stamtąd pełen motywacji i pomysłów.

Kolejnym muzycznym przeżyciem była dla Ciebie pierwsza edycja Warsaw Drum Festival 2015. Twoim zdaniem impreza się udała?

Bardzo udana. Cieszę się, że tego typu wydarzenia zaczęły się pojawiać na polskim rynku. Wreszcie przestaliśmy być Radomiem świata. Pokazy perkusyjne to zawsze zastrzyk energii i inspiracji.  Poza tym polski rynek perkusyjny jest na tyle mały, że impreza miała charakter rodzinny. Sami znajomi, bez popisów i napięć. Super!

Na WDF nie byłeś zwykłym gościem, ale uczestnikiem konkursu Stargate dla młodych pasjonatów perkusji. Jak Ci poszło?

W sumie nie wiem, bo jak ogłaszali wyniki, to byłem w sklepie ;-). Podobno zająłem 3 miejsce, ale w sumie to dla mnie bez znaczenia. Wystąpiłem, bo chciałem się zmierzyć ze swoimi obawami. Poza tym, na jakich zasadach można  oceniać muzyka? Prędkość, zakres dynamiczny, ilość przejść? Tego typu konkursy mają motywować do ćwiczenia, dawać możliwość podpatrzenia innych, a nie cokolwiek oceniać. Wynik jest moim zdaniem bez znaczenia.

Zachar

Jakie to uczucie spotkać się twarzą w twarz z Gergo Borlai czy Mattem Garstką. Trzęsły się ręce i brakowało Ci powietrza, żeby wydobyć z siebie choć jedno słowo w ich stronę? ;-)…

Jak wiesz, nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów. Czułem dużą ekscytację mogąc spotkać ludzi, których podziwiam i czerpałem z tych spotkań ile się dało. Z drugiej strony nie chciałem być nachalny, wiele osób zadaje pytania na siłę byle tylko porozmawiać z wielką postacią. Rozmowy przebiegały bardzo naturalnie, nie tylko o bębnach, więc pewnie dlatego się tak zaprzyjaźniliśmy.

Jakie uwagi dostałeś od tych dwóch mistrzów, opowiedz choć troszkę, bo jestem cholernie ciekaw co się dowiedziałeś i jak się czułeś w ich towarzystwie?

Zawsze interesują mnie rady zawodowców, bo mają oni zupełnie inne podejście do instrumentu. Większość nauczycieli uczy technik, które są bezużyteczne, natomiast ludzie tego kalibru mówią wprost, co warto robić, a co jest stratą czasu. Oczywiście trzeba to skonfrontować z własnym stylem grania, bo każdy styl rządzi się nieco innymi prawami.

Wykupiłem sobie prywatną lekcję z Gergo. W ciągu godziny wyprał mi mózg i zupełnie odwrócił technikę werblową. Po pół roku ćwiczeń widzę, że gram zupełnie inaczej, pewniej i wygodniej.

12301525_917852191635430_8749076972933219428_n

Chciałbym porozmawiać o Twoim zespole JOYRIDE. Braliście udział w ostatniej edycji Must Be The Music i doszliście bardzo wysoko, aż do półfinałów… i był tak blisko finał.  Dlaczego się nie udało?

No cóż. Po pierwsze jest to telewizja, więc zapomnijmy o fair-play. Rządzi się ona swoimi prawami, a  zespół rock’n’rollowy jest trudny do sprzedania szerszej publiczności.  Dojście do półfinału, w tej stylistyce, to już wielki sukces. Nie ukrywam, że stres był duży co wyszło podczas występu. Tak czy inaczej, było to ważne doświadczenie. Wzięliśmy do serca rady jurorów, pracujemy jeszcze ciężej, kończymy debiutancką płytę i dopinamy grafik pierwszej trasy koncertowej.

Co dają takie programy jak MBTM, szansę na sukces czy to jest po prostu jedno wielkie kłamstwo i robienie kasy na naiwnych młodych artystach, którzy marzą o wielkiej sławie?

Dają rozpoznawalność, którą trzeba umieć wykorzystać. Programów tego typu jest dużo, zespołów coraz więcej, więc łatwo zginąć w tłumie. Niektórzy twierdzą, że trzeba być wyrazistym, aby się przebić. Moim zdaniem trzeba być szczerym i grać całym sobą. Emocje są łatwo odczuwalne w muzyce, zwłaszcza na koncertach i tylko szczerością można zdobyć grono słuchaczy. Także programy typu talent show mogą pomóc się wybić. Mogą też zaszkodzić więc udział w nich powinien być dobrze przemyślany.

Joyride to nie jedyny projekt, w którym godnie zasiadasz na tronie perkusyjnym. Współpracujesz również z The Engineers Band. Zdradź coś więcej o tym projekcie, bo ciekawi mnie, co tam wyprawiasz za garami?

The Engineers Band to orkiestra rozrywkowa złożona z pasjonatów muzyki i przede wszystkim wspaniałych ludzi. W bardzo dużym skrócie gramy coś w stylu orkiestry Adama Sztaby. Muzyka do tańczenia, jak i do słuchania. Repertuar zaczyna się na klasyce, a kończy na muzyce współczesnej. Dzięki orkiestrze bardzo się rozwinąłem. Każdy koncert to około 30 utworów, więc umiejętność czytania nut jest niezbędna. Zdarzają się przypadki, że nuty dostaję dzień w przed występem i pierwszy raz gram utwór na próbie dźwięku. Czuję się wówczas, jak muzyk sesyjny, którym zawsze chciałem być. Orkiestra jest bardzo ważnym elementem mojej kariery muzycznej.

zdj5

Mieszkasz w Warszawie, a to miasto jest stolicą polskiego Show Biznesu. Czy rzeczywiście tak jest i odczuwasz to na własnej skórze czy nie wystarczy tylko mieszkać w Warszawie, tylko jak wszędzie, trzeba sobie wybiegać uznanie i sukces?

Ciężko mi to ocenić bo studiuję na Politechnice Warszawskiej i gram dla przyjemności. Tak zwana konkurencja jest większa, ale jest też więcej koncertów do zagrania. Znajomi raczej nie narzekają na brak zajęć, zwłaszcza ci obrotni, także w pewnym sensie Warszawa jest miastem show biznesu. Mieszkam tu od dziecka, więc nie wiem, czy może być inaczej 😉

Nie jestem wścibski… Ale jestem ciekawski, taka moja natura, i nie zawsze moja ciekawość trafia w tematy muzyczne ;-)… Opowiedz jak to było z McDonaldem i co cię skusiło lub zmusiło do takiej decyzji?

Czysty przypadek. Spotkałem kolegę na mieście, który widział ogłoszenie o reklamie. Napisałem maila, poszedłem na casting, tydzień później nakręciliśmy reklamę. Lubię nowe doświadczenia, nie chcę wiązać życia z reklamami, nie mam trudnej sytuacji finansowej-czysta ciekawość. A przy okazji darmowa promocja także super 😉

Pamiętasz, gdy pojechałeś z Jaworek do Warszawy na Casting  do reklamy mebli, a tam objawił się przed twoimi oczami – Cezary Konrad… Prawie straciłem przytomność kiedy to usłyszałem od ciebie… Cezary Konrad w castingu do reklamy mebli. Co wtedy pomyślałeś?

Że to strasznie smutne. Wspaniały muzyk, który łapie cokolwiek, co się pojawi na rynku. Ja jestem studentem i jak każdy młody człowiek zbieram na samochód itd. To jest właśnie obawa, że życie muzyka nie jest wcale takie kolorowe. I dlatego kończę studia na dwóch uczelniach, żeby zawsze mieć gdzie uciec.

Czy muzyka to łatwy chleb dla Ciebie?

Nie utrzymuję się z muzyki, ale widzę bardzo różne scenariusze. To wszystko kwestia szczęścia. Ludzie nie doceniają jego roli w życiu. Jest wielu wspaniałych perkusistów którzy grają po restauracjach, podczas gdy słabi bębniarze grają na arenach. Trzeba się znaleźć w dobrym miejscu, w dobrym czasie. Obrotność też jest istotnym elementem. Same umiejętności to dzisiaj za mało.

11057791_903328586421124_9215626625539396054_n

Chciałbym poświęcić jedno pytanie dla wspaniałej osoby, która jest wsparciem dla wielu artystów w tym kraju i dla ciebie z pewnością też. Agnieszka Trzeszczak jest jedną z tych osób, która poświęca całe życie muzyce, żeby móc przekazać ludziom najpiękniejsze chwile, o których mogą tylko śnić, a dzięki niej, te marzenia się spełniają. Myślisz, że robi dobrą robotę?

Jest teraz moją przełożoną, więc nie mogę nic złego powiedzieć ;-). Natchnęła mnie do założenia swojego kanału na youtubie.  Jest bardzo ważną postacią dla polskiej sceny perkusyjnej. Jej projekty zachęciły wiele osób do grania na bębnach, bębniarzy do robienia nowych rzeczy.  Bardzo kibicuję takim ludziom. Kiedyś czytałem z nią wywiad w Perkusiście, teraz z nią współpracuję. Życie wciąż mnie zaskakuje.

Tomku, masz dopiero 25 lat i to jest Twój atut, bo masz jeszcze czas na spełnienie wszystkich muzycznych marzeń i życzę ci żebyś je zrealizował. W podobnym wieku jest JP Bouvet, od którego uczyłeś się na jego warsztatach w październiku 2014 roku. Jaka pierwsza myśl przychodzi ci do głowy, gdy wspominasz  JP, co takiego najmocniej zostało w tobie po tym wydarzeniu, ćwiczenia, technika czy mentalność, a może jeszcze cos innego?

Przemiły gość, bardzo się zżyliśmy przez te 3 dni. Brzmi to dziwnie, ale naprawdę świetnie się dogadujemy. Obserwując człowieka starszego ode mnie o rok, widzę, jak wiele mam do zrobienia, tj. jak daleko można zajść. Kluczem do jego sukcesu jest sposób, w jaki ćwiczy. Wynika to oczywiście z jego charakteru oraz niezwykłej cierpliwości i precyzji. Ćwiczenie musi być logicznie ułożone, jeżeli ma do czegoś doprowadzić. Konieczne jest wyznaczenie celu i dążenie do niego tak długo jak trzeba. Zaszczepił mi to myślenie podczas warsztatów.

Jedni się ścigają, a drudzy grają. Kim ty jesteś?

Powinienem odpowiedzieć, że gram. Prawda jest taka, że wszyscy trochę się porównujemy. Wynika to z naszego wychowania. Od szkoły podstawowej jesteśmy oceniani, opisywani jako lepsi – gorsi. Porzucenie tego myślenia wymaga wiele pracy. Niedawno odkryłem buddyzm i dzięki niemu udaje mi się odkleić od ciągłego porównywania. Do tej pory jak widzę osoby w moim wieku lub młodsze, które świetnie grają, czuję lekką zazdrość. To jest niezdrowa i niepotrzebna rywalizacja. Dopiero od niedawna sprawia mi przyjemność chodzenie na koncerty kolegów, bo jestem w stanie docenić ich umiejętności i coś dla siebie wynieść zamiast czekać aż się pomylą. Wiem, że nie byłem w tym myśleniu jedyny.

12576193_10208469239638419_803679544_n

Jesteś zapracowanym perkusistą?

W sumie tak. Nie traktuję tego zarobkowo, ale niemal codziennie mam próbę albo koncert, więc można mnie chyba tak nazwać. I codziennie ćwiczę, więc bębny pochłaniają większość mojego życia. Nie mówię o siedzeniu za zestawem, bo potrafię iść po ulicy i rozpracowywać interesujący mnie patent. I jestem szczęśliwy.

Jakie warsztaty ci się marzą w przyszłości, kto powinien tym razem przyjechać do Polski i dać nam kopa energetycznego?

Powinno wiele osób. Powoli udaje się sprowadzić moich mistrzów. Pierwsza myśl to Karl Brazil. Niestety to bardzo zapracowany muzyk, który raczej nie prowadzi klinik. Lista ludzi, których chciałbym zobaczyć, jest bardzo długa: Dennis Chambers, Steve Gadd, Steve Jordan, Ronald Bruner Jr., Abe Laboriel…. Wszyscy grają zupełnie inaczej i w każdym interesuje mnie coś zupełnie innego. I jak mówisz: „przyjechać do Polski”, mam na myśli poprowadzić klinikę, a nie wpaść na jeden koncert. Zauważyłem, że dopiero jak porozmawiam z bębniarzami, zaczynam rozumieć, dlaczego grają tak, a nie inaczej-to wynika z ich doświadczeń i przemyśleń. I to najbardziej mnie interesuje w graniu.

Jakie plany i cele przed Tobą w nowym roku?

Plany dotyczą głównie skończenia studiów technicznych. Myślałem też o rozpoczęciu nauki na Bednarskiej albo Miodowej. To na razie tylko szkic, ale mam nadzieję, że przerodzi się w rzeczywistość. Muzycznie mam duże plany związane zarówno z jednym jak i drugim zespołem-koncerty telewizyjne, trasa koncertowa, płyta. Zeszły rok był wyjątkowo udany i wydarzyło się dużo więcej niż planowałem. Mam nadzieję, że i 2016 taki będzie.

Trzymam kciuki i życzę ci powodzenia Bracie ;-)!

Dzięki za wsparcie Bracie!! Do zobaczenia wkrótce.

 

Rozmawiał: Paweł ‚Mr Sticky’ Larysz

Zdjęcia: archiwum Tomasz Zachara, Facebook

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s